Dika

-Cześć, miałam być prezentem urodzinowym, ale znaleźli mnie zbyt szybko i zostałam walentynką!!

Otóż: Szef tej placówki, zanim ona w ogóle powstała stwierdził że sprezentuje swojej żonie na urodziny konia, a jedyne wytyczne to – srokata klacz.

Ależ to była akcja konspiracja! Wyobraźcie sobie! Wasza mama idzie na szkolenie, a ty z siostrą i ojcem w samochód i w podróż w poszukiwaniu czterokopytnego prezentu. Zajęło nam to kilka weekendów, ale udało się znaleźć w końcu wielkopolskie, dwu-letnie cudo. Jednak zasada kupna była taka, że zabieramy konia – prawie – od razu. No to wio do naszego trenera, że wstawiamy do niego naszego czwartego konia.

Był nowy rok i za nic nie wytrzymalibyśmy ukrywać taką niespodziankę do sierpnia – do urodzin. ” Ty ale walentynki są za niecałe dwa tygodnie” – Ktoś krzyknął. Biorąc pod uwagę fakt, że ze względu na konie i treningi odwiedzaliśmy te stajnie regularnie, to w cale nie będzie takie łatwe. Ale… udało się.

W momencie wyjazdu założyliśmy solenizantce szalik na oczy i ruszyliśmy w godzinną podróż do miejsca pobytu konika. Ojciec jechał wcale nie najkrótszą trasą, tylko pokrętnie by czasem nie rozpoznała kierunku i drogi, przez cały czas nikt się nie odzywał, by czasem czegoś nie wypaplać. Gdy dojechaliśmy do celu, trzeba było najpierw solenizantkę obudzić. Jak prowadziliśmy ją z wciąż zasłoniętymi oczami zaczęła wyzywać nas od nienormalnych, dość głośno. Oczy otworzyła dopiero gdy stanęła twarzą w twarz ze swoją nową przyjaciółką, a te momentalnie wypełniły się łzami.

– „Poprzedni właściciel wołał ją Dika” – Powiedział Julek.

  • -” Dika? Może być Dika” – Usłyszeliśmy w odpowiedzi, a uśmiechy jeszcze długo nie schodziły z naszych twarzy.
Posts created 12

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top