Ten genialny koń jest pierwszym w naszej rodzinie. Gdy do Nas trafił nie mieliśmy jeszcze nawet stajni, ba! Ledwo co potrafiliśmy jeździć konno. Trudno powiedzieć kto kogo więcej nauczył.
Oto jego historia:

Miałam naście lat, gdy moi rodzice (wciągnięci w pasje jeździecką przez moją starszą siostrę) pojechali z naszym trenerem kupić konia. Znaleźli Picasso niedożywionego i w bardzo złych warunkach, jednak decyzja o jego kupnie w cale nie była podjęta przez litość, to Pico postanowił pokazać się od swojej najlepszej strony. W jednej chwili NIE wystraszył się kota który, w ucieczce przed psem wbiegł mu pod nogi, o wiele bardziej ciekawe okazały się guziki kurtki mojej mamy, których koniecznie musiał spróbować! Zaintrygowani jego zachowaniem podjęli decyzję na miejscu. Teraz jest z nami, odchowany, zdrowy, silny i chyba powinien troszeczkę schudnąć…

Kilka ładnych lat mieszkał w ośrodku jeździeckim w borach tucholskich, gdzie swoją inteligencją ćwiczył cierpliwość właścicieli. Jak? Wypuszczając wszystkie konie z boksów w nocy, wypuszczając całe stado na ulicę i pozwalając by opanowały wieś. Zdarzyła się też indywidualna ucieczka zakończona w ogródku z kwiatami i ziołami, oraz – moja ulubiona – powitanie domowników przy śniadaniu wkładając łeb przez okno. Nadal pojawia się uśmiech na mojej twarzy gdy o tym myślę… wyobrażam sobie minę gospodarzy którzy intensywnie próbowali sobie przypomnieć czy na pewno zamknęli konie na noc w stajni.
Powszechnie wiadomo, że im koń bardziej kombinuje tym bardziej inteligentny. Pewnego razu, podczas jazdy konnej, gdy młodzi jeźdźcy ćwiczyli zjazd i wjazd na piaszczyste wzniesienie Picasso z niewiadomego powodu położył się. W związku z upałami jakie były tego lata instruktorzy, by nie ryzykować szybko rozsiodłali konia i wyprowadzili na pastwisko. Widzieliście kiedyś konia z zapaloną żarówką nad głową? Następnego dnia sytuacja się powtórzyła i przez kolejne dwa dni. Jedyne na co nasz geniusz nie wpadł, to to że nie powinien kłaść się kolejny raz z rzędu na piaszczystym, mięciutkim wniesieniu do ćwiczeń (na górce piachu). Tak więc spisek Picasso został rozwiązany.
Jedyne czego ten wałach się bał, to wjechać do wody. Pewnego razu, tuż przed Wielkanocą wybrali się w teren po lesie. Może ktoś kojarzy taką scenę: dookoła gęsty las powoli wracający do życia po zimie, gdzie nie gdzie ostatnie topniejące już grudki śniegu, długa piaszczysta droga w lesie… no to co? No galopem! Taka przyjemna jazda, aż tu nagle zastęp dojeżdża do ogromnej kałuży, szerokiej na całą drogę, no od drzewa do drzewa. Pierwszy koń pokonał przeszkodę górą, kolejne po prostu przebiegły, a Picasso? Stwierdził że NIE! Zatrzymał się przed kałużą, a jeździec, którym akurat była moja mama, podzieliła los Marzanny. Skąpanej w zimnej, pośniegowej kałuży wierzchowiec nie pozwolił jednak zmarznąć, kazał się jeszcze gonić prawie godzinę po lesie…
Podczas jednodniowego rajdu mieliśmy w przejazd przez rzekę, niedoświadczony jeździec nie poradził sobie z wierzchowcem który, w dalszym ciągu miał lęk przed wodą. „Problem” trzeba było rozwiązać na miejscu.
Pierwsza próba – wjedźcie zastępem do rzeki i czekajcie. – Nie działało.
Próba druga – Nasz trener stwierdził że sam na niego wejdzie. – Pico odmawiał współpracy, tańcował przy samej krawędzi rzeki (która sięgała koniom ledwo do pęcin, a zejście do niej było na prawdę gładkie) tuptał kopytkami na brzegu z nosem przy samej wodzie robiąc wszystko byle by nie zamoczyć sobie kopytka.
Próba trzecia – wspomnę tylko że wszystkie próby odbywały się po długiej przerwie gdzie paśliśmy konie na łące bez siodeł.
I gdy tutaj trener spiął łydki, Picasso ponownie zatańcował na skraju bystrza, spuścił łeb na dół, a siodło zjechało z grzbietu na sama szyję i kostki razem z trenerem który kolanami wylądował w wodzie. Wszyscy wstrzymali oddech a Picasso? Widząc człowieka w tej przerażającej rzece uświadomił sobie że ta, chyba jednak nie pożera zwierząt… od razu wstawił nóżkę do wody i powąchał ją teraz ochoczo. Trener zaczął się śmiać głośno, a pozostali, którzy jeszcze nie zrozumieli co się tak na prawdę stało wpatrywali się z rozdziawionymi ustami.
Problem Picassa z wodą uważam za historyjkę z przeszłości.